Dolnośląskie Stowarzyszenie na rzecz Autyzmu

wielka kłotnia o autyzm

Wielka kłótnia o autyzm

Wojciech Moskal,
Źródło: Gazeta Wyborcza

W USA rodzice chorych dzieci zmusili władze do badań nad kontrowersyjną metodą leczenia autyzmu. Większość ekspertów jest oburzona. Ich zdaniem nie ma podstaw, by sądzić, że terapia pomoże dzieciom. Za to naraża je na skutki uboczne

Każda szczęśliwa rodzina jest taka sama; każda nieszczęśliwa jest nieszczęśliwa na swój własny sposób" - te słowa z "Anny Kareniny" Lwa Tołstoja jak chyba żadne inne oddają istotę autyzmu. Praktycznie każdy przypadek tej choroby wygląda inaczej. Zgodnie z dzisiejszą wiedzą autyzmu nie traktuje się też jako jednej choroby, ale jako całą grupę różnie przebiegających schorzeń, w których dziecko znacznie gorzej radzi sobie z nawiązywaniem kontaktów z otoczeniem.


Podobnie ma się sprawa z czynnikami sprzyjającymi rozwojowi autyzmu. Jest ich cała grupa, i to zarówno tych wrodzonych, jak i związanych ze środowiskiem. Między innymi dlatego trudno znaleźć skuteczną terapię tej choroby. Zrozpaczeni rodzice często sięgają więc po alternatywne metody leczenia. Specjaliści z USA naliczyli ich ostatnio prawie 300.

Czarna magia

Terapia, która niedawno stała się przedmiotem sporu, to tzw. chelacja. Polega na usuwaniu za pomocą różnych leków (podawanych dożylnie bądź doustnie) szkodliwych związków dostających się do organizmu. Stosuje się ją w zatruciach metalami ciężkimi, np. ołowiem. Pomysł zastosowania chelacji w autyzmie bazuje na hipotezie, że choroba ta ma związek z innym metalem ciężkim - rtęcią, która kiedyś znajdowała się w szczepionkach dla dzieci. Nikt tej teorii dotychczas nie udowodnił.

A chelacja nie jest dla organizmu obojętna. Może powodować nudności, biegunki, wymioty, bóle głowy, dokuczliwe wysypki, kłopoty z nerkami, zmniejszenie ilości białych krwinek (będących ważnym elementem układu odpornościowego), a także zdaniem niektórych zmianę rozmieszczenia metali ciężkich w organizmie, w tym w układzie nerwowym. W 2005 r. w Pensylwanii po kilku rundach chelacji w wyniku zatrzymania akcji serca zmarł pięcioletni autystyczny chłopiec. Przeciwnicy rozpoczęcia badań nad leczeniem autyzmu chelacją podkreślają też, że od 2001 r. praktycznie żadna szczepionka nie zawiera rtęci. Samą metodę nazywają "czarną magią".

Te argumenty nie przekonują jednak rodziców dzieci cierpiących na autyzm. Nie przekonują również dr. Thomasa Insela kierującego amerykańskim Narodowym Instytutem Zdrowia Psychicznego (NIMH), w którym skuteczność chelacji w leczeniu autyzmu ma zostać zbadana. Insel uważa, że metoda jest bezpieczna. Powołał jednak specjalny komitet mający ocenić przebieg badań. Jego obrady będą zapewne burzliwe. Wchodząca w jego skład dr Ellen Silbergel ze słynnego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa już dziś mówi: - Naprawdę nie wiem, po co robimy to tym biednym dzieciom.

Gorącą zwolenniczką chelacji jest za to Christina Blakey z Chicago. Jej ośmioletni dziś syn Charlie cierpi na autyzm. Od piątego roku życia zaczęto stosować u niego chelację (wcześniej próbowano innych alternatywnych metod - chłopca umieszczano np. w komorze wysokociśnieniowej). Zdaniem Blakey stan chłopca, a szczególnie jego zdolność do radzenia sobie w szkole i nawiązywania kontaktu z kolegami znacznie się po chelacji poprawiły. Lekarze podają jednak inne wyjaśnienie - Charlie po prostu dostosował się do szkolnej rutyny.

Naukowcy czy mitomani?


Według szacunków chelację "po cichu" stosuje się obecnie w USA u ok. 3 tys. autystycznych dzieci. Udział w oficjalnych badaniach prowadzonych przez NIMH weźmie 120 dzieci w wieku od czterech do dziesięciu lat. Połowa będzie otrzymywała DMSA - jeden ze środków stosowanych w chelacji. Druga połowa otrzyma placebo - nieaktywną biologicznie substancję. Eksperyment zaplanowany jest na 12 tygodni. W tym czasie u wszystkich badanych będzie sprawdzane stężenie rtęci w organizmie i oczywiście stopień nasilenia objawów autyzmu.
Jednym z autorów projektu jest dr Susan Swedo zajmująca się w NIMH autyzmem. Badaczka zdobyła wątpliwą sławę, wysuwając swojego czasu hipotezę, że za część przypadków nerwicy natręctw odpowiada wcześniejsze paciorkowcowe zapalenie gardła. Hipoteza ta nigdy nie została udowodniona, a większość fachowców wręcz ją wyśmiała.

Swedo mówi, że tylko oficjalny i przeprowadzony według zasad sztuki program badawczy raz na zawsze wyjaśni wszystkie wątpliwości związane z chelacją. Inni specjaliści uważają ten pomysł za nieetyczny. - Rządowe agencje badawcze powinny wnosić do nauki przede wszystkim rozsądek, a nie szerzyć w społeczeństwie mity - mówi dr Paul Offit ze Szpitala Dziecięcego w Filadelfii. - W tym przypadku nauka jest ewidentnie wykorzystywana do celów politycznych.

Jego zdaniem cała sprawa może się również skończyć tym, że z obawy przed autyzmem część rodziców przestanie szczepić swoje dzieci.

Co ciekawe, DMSA znajduje się w składzie niektórych suplementów diety dopuszczonych w USA do wolnej sprzedaży (tamtejszy rynek leków bez recepty jest znacznie bardziej liberalny niż europejski). Prawdopodobnie to jedno ze źródeł, z którego środek pozyskują rodzice autystycznych dzieci. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków już zapowiedziała, że dokładnie sprawdzi, jak wygląda handel preparatami zawierającymi DMSA.
Geny autyzmu

Udało nam się namierzyć geny, które mogą odgrywać kluczową rolę w rozwoju autyzmu - piszą w ostatnim "Science" naukowcy kierowani przez dr. Christophera Walsha z Bostonu. Uczeni odkryli sześć genów, których mutacje prawdopodobnie w dużym stopniu przyczyniają się do rozwoju autyzmu. Są one związane z procesami poznawczymi zachodzącymi w mózgu. - Większość z tych genów u osób dotkniętych autyzmem była "wyłączona" - mówi Walsh. - Gdyby udało się je włączyć, moglibyśmy pomóc choćby niektórym chorym.